Trzynaście Muz i dwa koty, liczne berety i jeden walczyk. Pożegnanie

Tęcza w pobliżu mieszkania pisarki miejskiej w dniu pożegnania. Zdjęcie: © Iwona Waligórska

Czas rozstać się z rolą pisarki miejskiej w Szczecinie, pisarki na rezydencji. Jest jesień – czas zbierania plonów, refleksji, czas, by podziękować. Chociaż nie wszystko udało się zrealizować, wiele mi umknęło. Z tak wieloma osobami chciałam się jeszcze spotkać – z Przemkiem Głową, Weroniką Fibich, Rafałem Bajeną, Władysławem Gnatem i innymi… Tak wiele chciałam zobaczyć, na przykład odnowione północne skrzydło Zamku Książąt Pomorskich. Chętnie częściej odwiedzałabym Teatr Kana i inne szczecińskie teatry – Polski, Współczesny, Mały, galerie Off-Marina, Trafo, filie Muzeum Narodowego, zajrzałabym do Muzeum PRL, Izby Pamięci na Stołczynie, Kościoła Świętej Trójcy (siedziby parafii ewangelicko-augsburskiej). Poza tym zamierzało mnie jeszcze tu odwiedzić kilkoro przyjaciół – Manfred Mack, Edith Hubrich… Na szczęście z Berlina do Szczecina to ledwie rzut beretem (po niemiecku „koci skok” czyli Katzensprung).

Mit Frau Agnieszka Gardocka, der Leiterin des Büros des Stadtpräsidenten im Skandinavischen Haus. Zdjęcie: © Urząd Miasta Szczecin (Stadtverwaltung Stettin)
Z panią Agnieszka Gardocką, dyrektor Biura Prezydenta w Domu Skandynawskim
Zdjęcie: © Urząd Miasta Szczecin

Miasto Szczecin pożegnało mnie w serdecznej atmosferze w Domu Skandynawskim, tam, gdzie wszystko się zaczęło. Była z nami pani Agnieszka Gardocka, dyrektor Biura Prezydenta Miasta, odpowiedzialna za całokształt (dziękuję, Szczecinie!) i pani Beata Śniady, która ze spokojem umysłu i poczuciem humoru (dużo się śmiałyśmy) opiekowała się m.in. zespołem filmowym z Babelsbergu i wspierała także mnie. Wspaniała pani Anna Szlesińska, która od samego początku towarzyszyła mi z wyjątkową serdecznością i osobistym zaangażowaniem, a także ciekawymi inspiracjami, była niestety na urlopie. Dołączyła do nas natomiast pani Monika Żukowska-Trojnar. Bardzo dziękuję tym wyjątkowym osobom z Referatu Współpracy Międzynarodowej Miasta Szczecin, do których zawsze mogłam się zwrócić o pomoc.

Panie zorganizowały m.in. piękne spotkanie autorskie w Książnicy Pomorskiej (która, wraz z Miastem Szczecin, była w tym programie stypendialnym partnerem Niemieckiego Forum Kultury Europy Wschodniej). Serdecznie dziękuję również głównej organizatorce tego spotkania, kierowniczce Regionalnego Oddziału Książnicy Pomorskiej pani Sylwii Wesołowskiej, która na pożegnanie napisała do mnie kilka miłych słów: „Chciałabym z całego serca podziękować Pani za niezwykłą obecność i pracę, jaką wniosła Pani do Szczecina jako pisarka miejska. To, w jaki sposób potrafi Pani łączyć słowa z miejską codziennością i wrażliwością mieszkańców, jest dla mnie naprawdę poruszające. Pani działania dodały naszemu miastu czegoś bardzo szczególnego — lekkości, refleksji i literackiej odwagi. Pani twórczość jest dla mnie ogromną inspiracją (…).” Przyjemnie to przeczytać. Pani Wesołowskiej zawdzięczamy natomiast wprowadzenie nas w tajemniczy, polsko-niemiecki świat Książnicy.

Serdecznie dziękuję także pracownikom Wydziału Kultury miasta Szczecin z okresu, kiedy zaczynałam rezydencję – dyrektorom panu Cezaremu Cichemu i pani Annie Tuderek, a także pani Joannie Cybruch, za ich cenne wskazówki i inspirujące rozmowy.

Na zakończenie mojego pobytu w Szczecinie wolno mi było jeszcze przyjąć gości w Domu Skandynawskim – każdy był mile widziany. Odwiedziła mnie między innymi niesamowita Olga Dąbkiewicz – promująca modę minionych epok pionierka stylu vintage, założycielka społeczności „Retro Vibes”. Przybyła w przepięknej stylizacji lat 40. i opowiedziała o swojej niekonwencjonalnej pracy z historią. Pani Olga organizuje pokazy mody, wystawy, jest pasjonatką rekonstrukcji historycznych. Zapowiedziała swoją kolejną wystawę – „Kobieta odświętna, kobieta codzienna” w Muzeum Techniki i Komunikacji. Przepych jej stronu i godność zachowania zrobiły na mnie wielkie wrażenie, tym bardziej że prezentuje się tak nie tylko od święta, ale i na co dzień, i w ten sposób wnosi więcej barw w szczecińską rzeczywistość. Myślę, że wiele barw nadaje jej też moja przyjaciółka z lat szkolnych – wokalistka i gitarzystka Iwona Waligórska, której oczywiście nie zabrakło przy pożegnaniu. Dziękuję także innym gościom – m.in. Zbigniewowi Naumowiczowi, Maksowi Zabavchukowi, Krzysztofowi Rzepce… Dziękuję zawsze życzliwym pracownicom Domu Skandynawskiego.

Ale to nie wszystko. Niedawno miałam jeszcze okazję porozmawiać z pełnym energii i oryginalnych pomysłów dyrektorem niezwykłego Domu Kultury „13 Muz”, Waldemarem Kulpą. Nie wiedziałam, że ta instytucja kulturalna istnieje już od tak dawna, chociaż bywałam tam już kiedyś jako autorka wydawnictwa „Forma” Pawła Nowakowskiego (który do dziś współpracuje z tą placówką). [1] Tam też przez wiele lat mieściła się redakcja czasopisma „Pogranicza” (z prof. Ingą Iwasiów, prof. Jerzym Madejskim, Izabelą Krupą, w którym chętnie publikowałam eseje, czy recenzje. Tematyka polsko-niemiecka odgrywała w „Pograniczach” dużą rolę. Szkoda, że pismo już od dłuższego czasu nie istnieje.

Ale wróćmy do Waldemara Kulpy, z którym rozmawiałam na zoomie. Opowiadał, że zależy mu na tym, by kierowana przez niego placówka była apolityczna i otwarta dla wszystkich. Dyrektor mieszka na prawobrzeżu Szczecina, działa tam w radzie osiedla, a pochodzi z Golęcina. W przeszłości kierował m.in. legendarnym Studenckim Centrum Kultury „Kontrasty”, był prezesem i członkiem różnych stowarzyszeń kulturalnych. Kiedyś sam aktywnie zajmował się muzyką, grał m.in. razem z pisarzem Krzysztofem Niewrzedą czy Piotrem Banachem.

Klub 13 Muz“ (jak początkowo nazywał się Dom Kultury) powstał w 1946 roku i szybko stał się centrum twórczej energii, literatury i sztuki. Do jego założycieli należeli znani poeci, pisarze i krytycy. W 1947 roku poeta i satyryk Konstanty Ildefons Gałczyński przeniósł się z Krakowa do Szczecina i znacząco wpłynął na charakter klubu, choć sam pozostał w mieście tylko do 1949 roku. Zgodnie z legendą to właśnie on nadał mu tę piękną nazwę. Od 1956 roku siedzibą klubu jest „Pałac pod głowami” przy Placu Żołnierza Polskiego [2] zabytkowy budynek z lat 1887–1889 w bezpośrednim sąsiedztwie Zamku Książąt Pomorskich i Filharmonii. Mieści się w nim także Muzeum Sztuki Współczesnej.

Dom Kultury „13 Muz” jest jedną z najważniejszych instytucji kulturalnych miasta, wspiera twórczą działalność mieszkańców, łącząc tradycję z nowoczesnością i awangardą. Muz jest tam faktycznie bardzo wiele. Oferta jest bogata, każdy znajdzie tam coś dla siebie – młodsi i starsi, zaawansowani i początkujący. Do wyboru jest mnóstwo koncertów (od jazzu przez poezję śpiewaną, klasykę czy muzykę alternatywną), wystaw, projekcji filmowych, spektakli teatralnych i warsztatów artystycznych. Dużą wagę przykłada się do pracy edukacyjnej. Działa tu np. „Uniwersytet Młodego Melomana”, na którym młodzież uczy się m.in., jak zachować się w filharmonii, jak odbierać muzykę klasyczną. Ostatnio ruszył wspaniały projekt edukacyjny „Reymont, żywe opowieści”, który ma za zadanie w sposób niekonwencjonalny przybliżyć młodym twórczość literacką polskiego noblisty. [3]

Wiele różnych grup artystycznych ma tu swoje miejsce. Organizowane są wydarzenia cykliczne, ale jest też sporo niespodzianek. Nieprzerwanie od 9 lat istnieje „Salon Artystyczny Seniorów”, a co roku odbywa się festiwal Zachodniopomorskie Spotkania Artystyczne Seniorów, pokazujący artystów z całego województwa. Co rok ma miejsce także Festiwal Teatralno-Artystyczny Młodzieży. W „Muzach” działa teatr amatorski „Uhuru”, powołany kiedyś do życia przez legendarnego Janusza Januszewskiego, jednego z pierwszych aktorów Teatru Kana. Dla miłośników pantomimy jest grupa teatralna „8Rąk”, dla fanów jazzu regularnie organizuje się spotkania poświęcone jego historii. Nie brakuje też wydarzeń polsko-niemieckich, należy do nich m.in. współpraca z Teatrem Uckermärkische Bühnen w Schwedt.

W „13 Muzach” Szczecinianie mogą także prezentować własne dzieła artystyczne. W „Galerii Foyer” przed reprezentacyjną salą kominkową wystawiają swoje prace m.in. uczniowie Liceum Plastycznego. Poza tym, wszyscy początkujący, także seniorzy, mają możliwość pokazania swoich dzieł w „Galerii Enter”. W Domu Kultury można również ćwiczyć jogę i taniec brzucha – czyli praktycznie wszystko, czego dusza pragnie.

Jednak szczególnie dumny jest pan Waldemar Kulpa z Orkiestry Dętej „Szczecińska Trzynastka” pełnej młodych muzyków, którą założył wraz z pierwszym puzonistą Filharmonii Szczecińskiej Mateuszem Kupskim. Występy zespołu można obejrzeć na Youtube, gdzie zresztą dostępna jest także wspaniała seria filmów o Odrze pt. [4] (z niemieckimi napisami). W serii tej (składającej się z 10 odcinków) wszystko kręci się wokół Odry, począwszy od jej źródła. To też jeden z ulubionych projektów dyrektora. Naprawdę warto obejrzeć.

Film na YouTube z fragmentami występów orkiestry dętej Szczecińska Trzynastka, w tle piękne miejsca w Szczecinie

Podsumowując – jest to inspirujące miejsce dla wszystkich, którzy pragną tworzyć i wspólnie cieszyć się sztuką. Tutaj znajdą rodzaj oazy, bo to miejsce emanuje ciepłem. Z pewnością przyczyniają się do tego również dwa koty, które w „13 Muzach” znalazły swój dom – rodzeństwo Wandzia i Rysiu. Występowały już nawet w telewizji:

Film na YouTube o kotach w Domu Kultury »13 Muz«

Wykorzystałam okazję, by zapytać Waldemara Kulpę, czy zna pewną dawną piosenkę szczecińską, którą moja mama śpiewała na ulicach swojej nowej „małej ojczyzny” w latach 50. Mama pamięta tylko kilka wersów, między innymi Szczecin się śmieje, Szczecin szaleje. Pan Kulpa wskazał szczecińskiego śpiewaka i aktora Mirka Kosińskiego [5] który z kolei skierował mnie do Wiesława Łągiewki [6], no i proszę! Wiesław Łągiewka, aktor Teatru Polskiego, ale również śpiewak i reżyser, ma zagubiony tekst! Zgodził się porozmawiać ze mną przez telefon i zdradził, że autor słów i muzyki chce pozostać anonimowy. Mieszka w jego sąsiedztwie, ma już ponad 90 lat, uczył muzyki. Zdradził kiedyś Wiesławowi Łągiewce, że piosenka jakby mu się objawiła, gdy pewnego dnia siedział nad Odrą i patrzył w dal… Może pocałunek jednej z Muz?

Tak, ta powojenna atmosfera w Szczecinie… Jak opowiada moja mama (która radzi mi, by zakończyć bloga właśnie tą piosenką), jako uczennica Technikum Handlowego, tańczyła z tym uroczym walczykiem na ustach na szczecińskich placach. Chętnie tańczono na przykład na dzisiejszym Placu Armii Krajowej [7], przed siedzibą Urzędu Miasta. Mężczyźni (w tym wielu marynarzy) z ukłonem zapraszali kobiety do tańca i spontanicznie zaczynała się zabawa. Tańczono także w ogródkach działkowych. Kolorowe berety uczennic i uczniów szkół średnich podobno aż fruwały w powietrzu! [8] „Szafa gra, komoda tańczy” – jak mówiono wtedy. Także i mój tata nakazywał w tym czasie swoim saperom śpiewać na cały głos, gdy wyczerpani, po wypełnionych zadaniach, wracali do miasta i maszerowali wzdłuż Wałów Chrobrego, a dziewczyny rzucały im kwiaty pod nogi… Tak przynajmniej głosi legenda.

„Walczyk Szczeciński” ożył w roku 1995. Zagrano i zaśpiewano go (w nieco zmienionej wersji) w Amfiteatrze w Parku Kasprowicza z okazji 50-lecia polskiego Szczecina. Opowiedział mi o tym Wiesław Łągiewka, który sam nagrał wiele piosenek szczecińskich. Kilka znajdziemy na jego najnowszej płycie „Moje miejsca na ziemi”, wydanej w tym roku, m.in. z tekstami Artura Daniela Liskowackiego. [9]

A teraz pora przedstawić Państwu pierwotną, autentyczną wersję „Walczyka”:

Walczyk Szczeciński

Przed blaskiem rannych zórz / Mroczna umyka noc / Dzień jasny spływa, / Twórcza i żywa / Tryska potężna moc!

Szmer cichy Odry fal, / Wiatru od morza wiew… / Mgła, gdy opada, / Walc się układa, / Słychać dokoła śpiew.

Fabryki, huta, port / wszędzie wre praca w krąg. / Szczecin wyrasta / nad inne miasta / Trudem roboczych rąk.

Na stoczni praca wre / Rośnie okrętów sznur / Hejże junacy, / dalej do pracy / niech zabrzmi młotów chór.

A gdy nadejdzie noc,/ Gwiazdek zabłyśnie rój / Radzi po trudzie, / Bawią się ludzie, / Obcy im smutek, znój.

Teatr, zabawa, sport, / Wszędzie wesoły śmiech, / Szczecin się śmieje., / Szczecin szaleje, / Wszędzie wesoły śpiew! [10]

Dziś znów dużo tańczy się w Szczecinie, nie tylko na Różance. W tym mieście znów jest moc, nawet w tych trudnych czasach. Nic dziwnego, że spotkanie w Prenzlau, w którym niedawno brałam udział, nosiło nazwę „Szczecin – metropolia w rozwoju?”. Tak, i metropolia, która coraz bardziej otwiera się na Niemcy, zaprasza do wspólnego walca. To przecież tylko rzut beretem.“.

***

A teraz chciałabym serdecznie podziękować Niemieckiemu Forum Kultury Europy Wschodniej, a w szczególności pani Magdalenie Gebala, która zarządzała całym projektem i z zaangażowaniem opiekowała się mną i moim blogiem, dając mi wiele cennych wskazówek, za ten piękny i intensywny czas. Serdeczne podziękowania kieruję również w stronę pana André Wernera, który profesjonalnie i z wielką starannością zajmował się blogiem. To on niestrudzenie zamieszczał teksty i zdjęcia, układał je, redagował i współpracował ze mną w twórczym dialogu. Dziękuję pani Małgorzacie Korzeb za świetne tłumaczenia bloga na język polski i owocną współpracę. Dziękuję także Sabine Lefèvre i Veiko Boden z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie, którzy jako pierwsi czytali teksty, robili korektę i wspierali mnie. Dziękuję mamie i bratu za cenne inspiracje, córce za wspólne odkrywanie Szczecina. [11] Dziękuję ekipie filmowej z Poczdamu-Babelsberg pod kierownictwem Kathrin Lantzsch i Very Schneider za wspaniały wspólny czas przy kręceniu filmu o Szczecinie. Na początku 2026 roku odbędzie się premiera, której nie mogę się doczekać.

In der Buchhandlung »Kamienica w lesie« (v.l.): Pierre-Frédéric Weber (Podcast »Stettinum«) Brygida Helbig und Manfred Hanf. Zdjęcie: © Leszek Oświęcimski
Pierre-Frédéric Weber, Brygida Helbig i Manfred Hanf (podcast »Stettinum«) w księgarni »Kamienica w lesie«
Zdjęcie: © Leszek Oświęcimski

PS: : Mama radzi mi na koniec wspomnieć o nowinkach, o których informuje „Kurier Szczeciński”. Na wyspie Puckiej stowarzyszenie „Archegryf” odnalazło wrak brytyjskiego bombowca, który w 1944 roku rozbił się tutaj z całą załogą. Interesujących wykopalisk archeologicznych można się spodziewać na wyspie Łasztownia, gdzie ma powstać nowa siedziba Teatru Współczesnego. W Szczecinie powstaje najdłuższy tunel drogowy w Polsce o długości około 5 km, który będzie przebiegał pod Odrą. Mama życzyłaby sobie, by wszystkie rozpoczęte inwestycje zostały ukończone na czas, aby rozwijały się nowe, i przynosiły korzyści mieszkańcom i rozkwit miastu. A to ostatnia wiadomość już ode mnie: Na szczecińskich muralach uwiecznia się coraz więcej sławnych kotów. To miasto naprawdę jest szalone.


[1] Wydawnictwo „Forma” wydało w 2010 roku moją satyryczną powieść o migracji Anioły i świnie w Berlinie, a w 2011 roku zbiór opowiadań Enerdowce i inne ludzie.

[2] Przed rokiem 1945 Königsplatz. Początkowo Klub znajdował się przy Alei Wojska Polskiego 73. Nazwa budynku „Pałac pod głowami” pochodzi od dziewięciu rzeźbionych głów wybitnych szczecińskich twórców i twórczyń (architektów, artystów, pisarzy, muzyków i animatorów kultury) zdobiących fasadę budynku. Przed II wojną światową były to głowy antycznych bohaterów

[3] Więcej informacji tutaj: www.projektreymont.13muz.eu

[4] Informacje na ten temat znajdują się tutaj: www.13muz.eu/temat-rzeka-thema-fluss

[5] O Mirku Kosińskim: www.pomeranica.pl

[6] O Wiesławie Łągiewce: www.teatrpolski.eu

[7] Wtedy Plac Feliksa Dzierżyńskiego

[8] Białe berety Liceum Medycznego, zielone berety Technikum Handlowego, i inne

[9] W tej chwili pan Wiesław nagrywa nową płytę ze swoją córką Martą Łągiewką, aktorką Teatru „Pleciuga”.

[10] A tutaj moje swobodne tłumaczenie tej piosenki na niemiecki.
Der Walzer von Stettin
Vor dem Glanz der Morgenglut / Weicht die dunkle Nacht, / Der strahlende Tag bricht an. / Voller Elan und Übermut, / Sprudelt eine mächtige Kraft. // Das Rauschen der Oderwellen, / Der Wind, der von der Ostsee weht… / Wenn sich der Nebel senkt, / Der Walzer in den Takt fällt, / Und überall das Singen. // Fabriken, Hütten, der Hafen, / Schaffen am laufenden Band / Stettin überragt / jede andere Stadt / durch die Mühe der Arbeiterhand. // Auf der Werft reger Betrieb / Schiffe schießen wie Pilze aus dem Boden / Los, Jungs, scheut nicht die Müh, / Lasst ertönen den Chor der Hämmer. // Und wenn die Nacht kommt, / und die Sterne erstrahlen am Himmel / Nach der Arbeit zufrieden, / Menschen lachen und spielen, / Fremd sind ihnen Traurigkeit und Mühe. // Theater, Sport und Spaß, / Überall fröhliches Lachen, / Stettin singt, Stettin springt, / Stettin lacht, Stettin kracht, / Überall fröhlicher Gesang

[11] Dziękuję Manfredowi Hanf und Pierre-Frédéric Weber za nagranie ze mną odcinka podcastu „Stettinum”, a Krzysztofowi Lichtblau za długi wywiad ze mną. Dziękuję czytelniczkom i czytelnikom bloga za lekturę i komentarze. Dziękuję wszystkim, który przekazywali mi ciekawe informacje, zapraszali na spotkania, lub w inny sposób mnie wspierali, m.in. Stowarzyszeniu Städtepartner Stettin e.V. (Maciek Luszczyński-Lempka, Ela Kargol, przewodnicząca Ewa Dąbrowska), Filharmonii Szczecińskiej (dyrektor Magdalena Wilento, Katarzyna Bychak), Katarzynie Bazylińskiej, Paulinie Romanowicz, Monice und Konradowi Szymanik, Iwonie Waligórskiej, prof. Indze Iwasiów, Piotrowi Owczarskiemu, Michałowi Wilkockiemu, Rosicie Pawlak, Leszkowi Oświęcimskiemu i wspaniałym szczecińskim przewodnikom i przewodniczkom, m.in. Dorocie Pundyk.

5 komentarzy do “Trzynaście Muz i dwa koty, liczne berety i jeden walczyk. Pożegnanie”

  1. Poruszony w artykule cykl „Temat Rzeka” – http://www.13muz.eu/temat-rzeka-thema-fluss jest ciągle do oglądania na kanale YouTube domu kultury. Natomiast 12.12.2025 o g. 17:00 doSali Kominkowej Pałacu pod Głowami na premierę kolejnego cyklu filmowego pt: „Lecim za Szczecin”, który oprócz premier na miejscu, będzie miał premiery internetowe. Więcej o nowym cyklu – https://13muz.eu/lecim-za-szczecin-lass-uns-jenseits-szczecin-fliegen/. Zapraszamy!

    1. Bardzo dziękuję za informację! Cykl „Temat Rzeka” naprawdę warto obejrzeć. Dobrze, że jest z podpisami niemieckimi, bo temat jest dla strony niemieckiej też bardzo interesujący. Cyklu „Lecim za Szczecin” bardzo jestem ciekawa i dziękuję za zaproszenie na premierę. 🙂

  2. Wszystko co dobre to się szybko kończy.
    Dziękuję Pani Brygido za fajne i ciepłe teksty które czytałem z ogromną przyjemnością.
    Szkoda że to już koniec.
    Serdecznie pozdrawiam.

Skomentuj Julek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *